Jobs, Wozniak i… kto był trzecim założycielem Apple?

Kiedy mówimy o początkach Apple, zazwyczaj wyobrażamy sobie bardzo wyraźny obraz: Steve Jobs i Steve Wozniak w kalifornijskim garażu, montujący prototypy i marzący o firmie, która z czasem zredefiniuje nowoczesną technologię. Ten obraz jest tak zakorzeniony w kulturze popularnej, że wielu nawet nie zdaje sobie sprawy, że w rzeczywistości… Apple nie miało dwóch, lecz trzech założycieli. Trzeci nazywał się Ronald Wayne. A jego historia jest jedną z tych, które wydają się zmyślone. Podpisał statut Apple Computer, zaprojektował pierwsze logo firmy, sporządził jej pierwszą formalną umowę… a potem porzucił to wszystko. dwanaście dni później.

Jego udziały, które sprzedał za 800 dolarów, aby „uniknąć problemów”, Dziś ich wartość przekraczałaby 22.000 miliardy. Trudno uwierzyć w tak dramatyczny obrót spraw.

Ale żeby zrozumieć, jak Wayne dostał tę rolę, musimy cofnąć się nieco dalej. Wszystko zaczęło się od twórczego impulsu Steve'a Wozniaka, genialnego inżyniera, którego obsesją było zbudowanie własnego komputera osobistego. W połowie lat 70. koncepcja „komputera domowego” brzmiała niemal jak science fiction, ale Wozniak nigdy nie zaakceptował ograniczeń tamtych czasów. W 1975 roku, zainspirowany Altairem 8800 (komputerem, który obudził całe pokolenie młodych inżynierów), postanowił zaprojektować coś lepszego: bardziej dostępnego, tańszego i łatwiejszego w obsłudze.

Wozniak pracował w wolnym czasie, jednocześnie kontynuując pracę w Hewlett-Packard. Jego pierwsze prototypy były mieszanką pomysłowości, luźnych przewodów i ogromnej pasji. W trakcie tego procesu nawiązał ponownie kontakt ze swoim byłym kolegą z liceum: pewnym Stevem Jobsem, Miał wtedy 21 lat i choć nie posiadał technicznych umiejętności Wozniaka, podzielił się wizją, że te układy mogą zmienić świat. Jobs miał talent do dostrzegania możliwości tam, gdzie inni widzieli jedynie eksperymenty. A przede wszystkim miał praktycznie nieograniczone ambicje.

StamtądHistoria zaczyna coraz bardziej przypominać mit, który wszyscy znamy: dwóch Steve’ów pracujących w garażu rodziny Jobsów, Składali płyty główne, testowali podzespoły i zastanawiali się, jak przekształcić swoje hobby w prawdziwy biznes. Ale nawet na tym wczesnym etapie brakowało im czegoś, czego żadne z nich nie miało: struktury. I rejestracji. I kogoś, kto uporządkowałby ten twórczy chaos. I tu pojawia się Ronald Wayne.

Kim był Wayne? Czy miał coś wspólnego z Batmanem?

Wayne był projektantem i inżynierem ze znacznie większym doświadczeniem zawodowym niż Jobs czy Wozniak. Pracował z Jobsem w Atari i pełnił w zespole niemal ojcowską rolę. Jobs mu ufał, a Wayne posiadał dokładnie to, czego brakowało tym dwóm młodym mężczyznom: wizję administracyjną, umiejętność sporządzania dokumentów prawnych, a przede wszystkim roztropność, która równoważyła impulsywność Jobsa. Kiedy 1 kwietnia 1976 roku postanowili założyć Apple Computer, zwrócili się do Wayne'a z prośbą o skompletowanie tria. Był on odpowiedzialny za spisanie ich wizji i podpisanie, wraz z nimi, umowy o podziale akcji. (10% dla Wayne'a, 45% dla Jobsa, 45% dla Wozniaka).

Ale Apple w 1976 roku nie było Apple. Nie było międzynarodową korporacją, gwarantowanym sukcesem ani rakietą, która miała wystartować. Było małym przedsięwzięciem finansowym z potencjalnym długiem i rynkiem, który wciąż nie był pewien, czy potrzebuje komputerów osobistych. Wayne, który miał już za sobą nieudane przedsięwzięcia biznesowe, martwił się jedną bardzo konkretną kwestią: Gdyby Apple zbankrutowało, odpowiadałby prawnie swoim majątkiem osobistym.Jobs i Wozniak nie mieli nic do stracenia. Wayne tak. Dwanaście dni po podpisaniu umowy założycielskiej Apple, bardziej ze strachu niż z pewności, zrzekł się swoich udziałów, aby uniknąć ryzyka.

Historia mogłaby się w tym miejscu zakończyć. Los chciał jednak, że Jobs i Wozniak wkrótce musieli sprzedać kilka cennych rzeczy, jakie posiadali, aby móc kontynuować projekt. Jobs sprzedał swojego minibusa Volkswagena. Wozniak sprzedał swój kalkulator naukowy (HP-65, który w tamtych czasach był praktycznie skarbem). Był to jedyny sposób na sfinansowanie produkcji ich pierwszego dużego produktu: Apple I, ręcznie robionego komputera sprzedawanego jako płyta główna bez obudowy, klawiatury ani zasilacza. Mimo to, jak na tamte czasy, był to ogromny skok technologiczny.

Początek czegoś wielkiego

Ten pierwszy komputer otworzył drzwi do Apple II, Co rzeczywiście okazało się ogromnym sukcesem i punktem zwrotnym, który umocnił pozycję firmy. Wayne'a już nie było, by to zobaczyć. Jego odejście pozostało jedynie przypisem w początkowych latach istnienia Apple, ale z czasem przekształciło się w jedną z najczęściej komentowanych decyzji w historii biznesu: człowieka, który porzucił niewyobrażalną fortunę w obawie przed potencjalnym długiem.

Czy to naprawdę był błąd? Z ekonomicznego punktu widzenia – z pewnością. Z ludzkiego punktu widzenia sytuacja jest bardziej złożona. Wayne nigdy nie okazywał urazy. On sam wyjaśniał w licznych wywiadach, że jego decyzja była logiczna, biorąc pod uwagę okoliczności, że Jobs był trudnym do kierowania człowiekiem i nie chciał znów wpaść w problemy finansowe. Stwierdził również, że praca w Apple byłaby dla niego zbyt intensywnym doświadczeniem i że nie pasuje do kultury ekstremalnego ryzyka, jaką Jobs narzucał już w tamtych wczesnych dniach.

Życie jest dla odważnych.

Historia trzeciego założyciela Apple to nie tylko scenariusz „co by było, gdyby…”, ale także okno na coś, o czym często zapominamy: Apple nie narodziło się jako nieskazitelny gigant. Narodziło się w garażu, z pożyczonych części, przy ograniczonym budżecie, pośród ciągłych kłótni i z zespołem, który ledwo wiedział, czy starczy mu pieniędzy na opłacenie kolejnego miesiąca. Powstała z improwizacji, ryzykownych decyzji i niemal cudownego połączenia talent techniczny (Wozniak), smykałka biznesowa (Jobs) i wsparcie strukturalne (Wayne).

Ronald Wayne zdecydował się odejść, ponieważ ryzyko było dla niego zbyt duże. I być może miał rację. Nie każdy nadaje się do trudnego zadania zbudowania firmy takiej jak Apple od podstaw. Jobs i Wozniak byli młodzi, odważni i niecierpliwi. Wayne patrzył na życie inaczej. Zaskakujący jest fakt, że jego krótki pobyt w Apple wystarczył, by pozostawić po sobie ślad: jego podpis widnieje na dokumencie założycielskim firmy, jego logo stało się pierwszym oficjalnym wizerunkiem Apple, a jego kontrakt ustanowił podstawowe zasady tego, co później miało się stać globalnym imperium.

Historia firmy Apple jest pełna kultowych produktów, Składa się z wizjonerskich decyzji i przełomowych momentów, ale także z tych małych ludzkich historii, które rzadko trafiają do oficjalnej narracji. Bo zanim Apple stało się Apple, zanim na nowo zdefiniowało muzykę, telefon, komputer osobisty, a teraz sztuczną inteligencję, było to po prostu marzenie trzech osób o bardzo różnym pochodzeniu, które przez kilka dni szły razem.


Obserwuj nas w Wiadomościach Google